Liturgia Słowa

Multimedia

Kategorie

Kalendarz

czerwiec 2026
P W Ś C P S N
« maj   lip »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Archiwa

Rekolekcje w Sandomierzu

„Miłości pragnę, nie krwawej ofiary”

W ciszy czerwcowych dni, pośród starych murów Sandomierza, Pan ponownie przemówił do serc osób konsekrowanych. Temat rekolekcji prowadzonych przez ojca Michała Nowaka: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary” (Oz 6,6), stał się zaproszeniem do wejścia w głąb własnego serca, gdzie Bóg nieustannie szuka człowieka bardziej niż jego doskonałości, sukcesów czy zewnętrznych poświęceń.

Historia zbawienia jest historią Bożej Miłości, która nie męczy się szukaniem człowieka. Jest historią Boga, który pragnie serca, a nie jedynie ofiary.

Już w raju Adam i Ewa stanęli wobec wyboru między zaufaniem a nieufnością. Wąż zasiał w ich sercach zwątpienie: „Czy rzeczywiście Bóg jest dobry?”. Grzech pierwszych rodziców nie rozpoczął się od zerwania owocu, lecz od utraty zaufania. Człowiek uwierzył bardziej własnym lękom niż miłości Boga.

Podobnie dzieje się w życiu każdego z nas. Ile razy nasze decyzje rodzą się z nieufności? Ile razy próbujemy sami zabezpieczyć swoje życie, nie wierząc, że Ojciec naprawdę się troszczy?

Bóg jednak nie przestał kochać człowieka. Nawet po grzechu wyszedł na poszukiwanie Adama, wołając: „Gdzie jesteś?”. To pytanie rozbrzmiewa również dziś w sercu każdego człowieka konsekrowanego.

Kolejnym obrazem ludzkiego serca jest historia Kaina i Abla. Zazdrość, zawiść i porównywanie się doprowadziły do tragedii. Kain nie potrafił cieszyć się dobrem brata. Jego serce zamknęło się na miłość.

Życie wspólnotowe również może być miejscem takich pokus. Niekiedy łatwiej dostrzegać dary innych niż własne. Łatwiej porównywać się niż dziękować. Tymczasem Bóg nie kocha nas za osiągnięcia, ale dlatego, że jesteśmy Jego dziećmi.

Miłość rodzi wdzięczność, natomiast zazdrość rodzi smutek.

Izraelici, naród wybrany, wielokrotnie doświadczali Bożej opieki. Widzieli cuda, przejście przez Morze Czerwone, mannę na pustyni. A jednak często wracali do narzekania i niewiary. Ich historia jest odbiciem naszej własnej historii.

Jak często po otrzymanych łaskach wracamy do lęku? Jak często zapominamy o Bożej wierności?

Bóg nie przestaje prowadzić człowieka mimo jego słabości. Nie oczekuje perfekcji, lecz otwartego serca.

Pięknym przykładem jest Gedeon. Czuł się mały, słaby i niegodny. Nie ufał swoim możliwościom. Bóg jednak nie powołuje ludzi doskonałych. On uzdalnia tych, których wybiera.

Osoba konsekrowana nie jest powołana dlatego, że jest święta. Jest święta dlatego, że została powołana przez Boga i każdego dnia pozwala Mu działać.

Prorok Eliasz, zmęczony walką, ucieka na pustynię. Siada pod krzewem i prosi o śmierć. Doświadcza smutku, samotności i zniechęcenia. A jednak właśnie tam Bóg przychodzi do niego z delikatnością. Nie w wichrze, nie w trzęsieniu ziemi, lecz w szmerze łagodnego powiewu.

Jakże często Bóg przychodzi do nas właśnie w ciszy adoracji, w milczeniu kaplicy, w codziennej modlitwie. Nie krzyczy. Czeka.

Jan Chrzciciel całym swoim życiem wskazywał na Chrystusa. Jego wielkość polegała na prostocie i pokorze. Mógł zatrzymać uczniów przy sobie, ale powiedział: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał”.

To jest droga każdej osoby zakonnej. Nie budować własnej chwały, ale prowadzić ludzi do Chrystusa. Nie szukać siebie, ale Tego, który posłał.

Przeciwieństwem tej postawy jest Herod. Człowiek zamknięty w egoizmie, lęku i przywiązaniu do własnej pozycji. Słuchał Jana Chrzciciela, ale nie miał odwagi przyjąć prawdy. Chciał zachować wszystko: władzę, wygodę i własne pragnienia.

Połowiczność nigdy nie prowadzi do świętości.

Podobną lekcję otrzymujemy w spotkaniu Jezusa z bogatym młodzieńcem. Był dobry, religijny i wierny przykazaniom. Jednak odszedł zasmucony, ponieważ nie potrafił oddać wszystkiego.

Smutek pojawia się tam, gdzie człowiek bardziej ufa swoim zabezpieczeniom niż Bogu.

Jezus nie potępił młodzieńca. Spojrzał na niego z miłością. Tak samo patrzy na każdego z nas. Zaprasza do większej wolności, do głębszego zawierzenia, do całkowitego daru z siebie.

Najpiękniejszą ikoną odpowiedzi człowieka pozostaje Maryja. W Jej sercu nie było podziału. Nie było połowiczności. Jej „fiat” było całkowitym oddaniem.

Maryja nie znała wszystkich odpowiedzi. Nie wiedziała, dokąd zaprowadzi Ją Boży plan. Ufała jednak Temu, który ją prowadził.

Tak rodzi się świętość.

Wreszcie staje przed nami syn marnotrawny. Odszedł od ojca, roztrwonił majątek, zagubił sens życia. Gdy wrócił, nie spotkał się z karą, lecz z miłosierdziem.

To jedna z najpiękniejszych kart Ewangelii.

Ojciec nie wypomina błędów. Nie żąda rekompensaty. Wybiega naprzeciw.

Tak właśnie kocha Bóg.

Temat rekolekcji „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary” prowadzi nas do odkrycia prawdy, że Bóg bardziej niż naszych wyrzeczeń pragnie naszego serca. Ofiara ma wartość tylko wtedy, gdy wypływa z miłości.

Można wiele pościć, wiele pracować, wiele się modlić, a jednocześnie mieć serce dalekie od Boga. Można też przeżywać własne słabości, ograniczenia i ubóstwo, a mimo to być bardzo blisko Niego.

Bóg nie oczekuje bohaterów. Oczekuje dzieci, które Mu ufają.

Istotą życia konsekrowanego nie jest nieustanne udowadnianie swojej wartości. Jest nią odpowiedź na bezgraniczną Miłość Boga.

Każde ślubowane ubóstwo, czystość i posłuszeństwo są przede wszystkim odpowiedzią miłości. Nie są ciężarem, ale darem składanym Temu, który pierwszy nas umiłował.

Kiedy człowiek odkrywa tę prawdę, przestaje liczyć własne ofiary. Zaczyna patrzeć na Ukrzyżowanego, który oddał wszystko.

Wtedy życie staje się jednym wielkim „tak” wypowiadanym każdego dnia.Miłości pragnę, nie krwawej ofiary

Tegoroczne rekolekcje zakonne w Sandomierzu były również zaproszeniem do odkrywania piękna życia opartego na pełnieniu woli Bożej. O. Michał Nowak przypominał, że Bóg nie oczekuje od człowieka przede wszystkim wielkich czynów, surowych umartwień czy zewnętrznych ofiar, ale serca zdolnego do posłuszeństwa i zaufania. To właśnie w codziennym „tak” wypowiadanym Bogu rodzi się prawdziwa świętość.

Przykład Maryi ukazuje, że spełnianie woli Bożej nie zawsze oznacza drogę łatwą i pozbawioną cierpienia. Jej fiat wypowiedziane podczas zwiastowania stało się fundamentem historii zbawienia. Nie szukała własnych planów ani zabezpieczeń, lecz zaufała słowu Boga. Podobnie Jan Chrzciciel całe swoje życie uczynił drogą przygotowania przyjścia Mesjasza. Nie budował własnej chwały, ale wskazywał na Chrystusa, mówiąc: „Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał”.

Rekolekcyjne rozważania prowadziły także ku słowom Jezusa o domu zbudowanym na skale. Skałą jest Chrystus i Jego słowo. Kto buduje życie na własnych ambicjach, lękach czy ludzkich kalkulacjach, podobny jest do człowieka stawiającego dom na piasku. Przyjdą burze doświadczeń, pokusy, chwile oschłości i zwątpienia, a wtedy wszystko może się zachwiać. Kto jednak trwa przy Bogu, słucha Jego głosu i wypełnia Jego wolę, ten buduje na fundamencie niewzruszonym.

Adam i Ewa utracili raj, ponieważ bardziej uwierzyli własnym pragnieniom niż słowu Stwórcy. Kain odrzucił głos Boga i wybrał drogę zazdrości. Bogaty młodzieniec nie potrafił oprzeć swojego życia na fundamencie całkowitego zaufania Chrystusowi. Z kolei syn marnotrawny odkrył, że jedynym bezpiecznym domem jest dom Ojca. Gedeon zaś, mimo swoich lęków, pozwolił Bogu prowadzić się krok po kroku, ucząc się budowania na fundamencie wiary, a nie własnej siły.

Dla uczestniczek rekolekcji był to czas ponownego spojrzenia na własne powołanie. Życie konsekrowane nie jest budowaniem pomnika dla siebie, ale wznoszeniem duchowej świątyni na fundamencie Ewangelii. Każdy dzień modlitwy, pracy, wspólnoty i wiernego zachowywania ślubów staje się kolejnym kamieniem tej budowli.

W ciszy sandomierskiego domu zakonnego dojrzewało pragnienie, aby coraz pełniej odpowiadać na Boże wezwanie. Nie przez mnożenie ofiar dla samych ofiar, lecz przez miłość wyrażającą się w posłuszeństwie. Bo tylko życie zakorzenione w Bogu przetrwa próbę czasu. Tylko serce oparte na Skale może pozostać wierne pośród burz. I tylko ten, kto szuka przede wszystkim woli Ojca, odnajduje prawdziwy pokój oraz radość płynącą z bycia Jego umiłowanym dzieckiem.

I właśnie do tego prowadziły dni rekolekcji w Sandomierzu – do odnowienia zaufania, uzdrowienia z zazdrości i egoizmu, przezwyciężenia zwątpienia oraz odkrycia, że fundamentem powołania jest nie lęk, nie obowiązek i nie ofiara sama w sobie, lecz bezgraniczna Miłość Boga, która nieustannie woła:

„Dziecko, daj Mi swoje serce”.

Bo naprawdę Miłości pragnę, nie krwawej ofiary.

Zamieszczam jeszcze taką modlitwę od serca:

Panie Jezu Chryste,

Ty spojrzałeś na człowieka z miłością większą niż jego grzech, słabość i niewierność. Dziś staję przed Tobą z pustymi rękami, świadomy, że nie mogę zasłużyć na Twoją miłość żadną ofiarą ani własnymi wysiłkami.

Ucz mnie miłości, której pragniesz bardziej niż darów składanych na ołtarzu. Ucz mnie serca pokornego, zdolnego słuchać Twojego głosu i pełnić wolę Ojca we wszystkim, co przynosi każdy dzień.

Przebacz mi chwile, gdy jak Adam i Ewa bardziej ufałem sobie niż Tobie. Przebacz mi zazdrość Kaina, lęk Gedeona, przywiązanie bogatego młodzieńca i niewierność syna marnotrawnego. Oczyść moje serce z tego wszystkiego, co oddala mnie od Ciebie.

Spraw, abym jak Maryja potrafił wypowiadać każdego dnia: „Niech mi się stanie według Twego słowa”. Niech moje życie będzie odpowiedzią miłości na Twoją miłość. Niech moje modlitwy, praca, cierpienia i radości staną się darem składanym Tobie nie z obowiązku, lecz z miłości.

Panie, buduj moje życie na skale Twojego słowa. Gdy przyjdą burze doświadczeń, zwątpienia i pokusy, nie pozwól mi odejść od fundamentu, którym jesteś Ty sam. Naucz mnie szukać nie własnej chwały, lecz Twojej woli.

Pragnę kochać Cię całym sercem, całą duszą i ze wszystkich sił. Pragnę być wierny w małych rzeczach, cierpliwy w próbach i hojny w służbie. Niech każdy dzień mojego życia będzie hymnem wdzięczności za Twoje miłosierdzie.

Bo Ty nie pragniesz krwawej ofiary, lecz serca kochającego. Nie pragniesz wielkich słów, lecz wierności. Nie pragniesz pozorów świętości, lecz prawdy.

Przyjmij więc moje serce, Panie, i uczyń je podobnym do Twego Serca.

Amen.

                                                                                             S. Rozalia

 

.