Liturgia Słowa

Multimedia

Kategorie

„Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”

    Pan Jezus przyszedł nad rzekę Jordan, żeby przyjąć chrzest. Pokonał dystans kilkudziesięciu kilometrów na piechotę i prosił człowieka o chrzest. Wielkość człowieka i jego świętość polega na tym, że ustępuje Bogu, zgadza się na Jego plan, chociaż może do końca go nie rozumie, tak jak św. Jan nie rozumiał do końca dlaczego ma chrzcić Pana Jezusa, ale uwierzył Mu i ustąpił. Boże plany względem nas są nieraz zaskakujące, niejasne, tajemnicze. Ale wystarczy poddać się temu, co proponuje Pan Bóg, a stają się cuda. Tak jak św. Janowi, Bóg jest gotów przez Ducha Świętego, objawić całą prawdę także nam.

 

         Tak właśnie działo się w życiu bł. ks. Antoniego Rewery. Pierwsza niezależna od nas rzecz, której doświadczamy to chrzest św. Nie ma chyba większego poddania Woli Bożej, niż w postawie niemowlęcia przyjmującego chrzest. A to właśnie ten sakrament i bezgraniczne poddanie czyni z dziecka małego aniołka. Każde z ochrzczonych dzieci miałoby prawo usłyszeć głos Boga, który brzmiał w dzisiejszej Ewangelii: „To jest moje dziecko ukochane, w którym mam upodobanie”. Boże upodobanie to zaskakujący nas wszystkich plan na świętość dla każdego z nas. Młody Antoni z Samborca mógł marzyć o kapłaństwie w Sandomierzu, ale nie przypuszczam, żeby chciał jechać do Petersburga i tam, pod ścisłą kontrolą zaborcy, zdobywać wiedzę. Nie spodziewał się też pewnie tego, że wypadnie mu pracować w seminarium jako ojciec duchowny, profesor i wykładowca. Wraz z latami posługi otrzymywał kolejne tytuły i zaszczyty oraz godności kościelne. Gdyby jego życie toczyło się tak dalej, to dzisiaj pewnie jego nazwisko widniałoby pośród innych, zatartych nazwisk na starych, kapłańskich grobowcach, na katedralnym cmentarzu. Myślę, że bardzo ważny był związek bł. Antoniego z rodziną franciszkańską. Słowo Boże ma to do siebie, że przenika głęboko w człowieka. Przenika i rozcina jak miecz obosieczny. Rozcina przede wszystkim te powiązania, jakie są między samym człowiekiem, a tym, co na niego nałożono: wszystkim, co posiada, co znaczy, do czego jest przywiązany. Pan Bóg, wnikając między człowieka a jego przywiązania, formuje Go na swoje podobieństwo mówiąc: „Poznałem cię, ukochałem i ukształtowałem – ty jesteś mój”. Duchowy franciszkanin ma w sobie coś ze św. Jana Chrzciciela – człowieka, który poświęcił wszystko, nawet kapłaństwo, a zostawił sobie zgrzebną, przepasaną szatę. Przecież i św. Franciszka pytał biskup Gwidon z Asyżu, czy chce podjąć posługę kapłańską, a on odszedł oddając wszystko ojcu a sam przyodział zgrzebną szatę i pas na biodrach. Kiedy już Słowo Boże przeniknie wszystko, oddzieli franciszkańską duszę od prałackiej sutanny i purpurowego pasa, wkracza sam Jezus Chrystus i proponuje plan zaskakujący i zupełnie niezgodny z tym, co człowiek przewidywał. W latach 30-tych XX w. zaczął więc Pan Jezus stawiać bł. Antoniemu kolejne pytania i wymagał tylko jednego: „Ustąp mi, bo tak godzi się wypełnić to, co jest sprawiedliwe”. Bł. Antoniego pozbawiono dochodów związanych z prałaturą, pracy w seminarium i nauczania, pozbawiono go zaszczytnego stanowiska prepozyta katedry i odesłano do podupadłego w tym czasie naszego obecnego kościoła, który dla Sandomierzan pełnił wtedy rolę kaplicy pogrzebowej. Po tym, jak bł. Antoni jako wymagający od siebie proboszcz i spowiednik zdobył serca wiernych nie tylko z parafii ale i z okolicy, pozbawiono go nawet dobrej opinii wśród duchownych. Ale Pan Jezus patrzył mu w oczy z jego umiłowanego obrazu Serca Jezusowego i zadawał kolejne pytania i stawiał kolejne zadania. Tamtego pamiętnego 16 marca ręce gestapowców pozbawiły sandomierskiego kapłana wolności. Przeniesienie z Oświęcimia do Dachau pozbawiło go pomocy bliskich, której mógł tam jeszcze w jakiś sposób doświadczać. Obozowe piekło pozbawiło go zdrowia. Bandycki kapo – dozorca oddziału szpitalnego pozbawił go najpierw resztek jedzenia, a w końcu – życia. Myślę, że bł. ks. Rewera to wszystko oddał już wcześniej sam Panu Jezusowi, dlatego ustępował tak jak św. Jan Chrzciciel w dzisiejszej Ewangelii i doświadczał coraz to nowego objawienia Ducha Świętego i słyszał w duszy głos Boga, który Go zapewniał: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”.

         Wielkie rzeczy działyby się i w naszym życiu, gdybyśmy chcieli zrezygnować z własnych planów i ustąpić Panu Jezusowi, kiedy złoży nam propozycję, zawsze niespodziewaną, zawsze inna niż nasze zamysły, zawsze pod prąd naszej wygodzie.

Kto szuka prawdy – prawdziwej woli Bożej – znajdzie ukojenie. Ale kto szuka ukojenia nie znajdzie prawdy. Czasem Pan Bóg, przez jakieś zaskakujące zwroty w naszym życiu, albo jakieś nagle otwarte drzwi składa nam propozycję, z której może wyniknąć tylko dobro. A my mamy inne, swoje plany. Bronimy się, nawet czasem paradoksalnie modlimy się, żeby Pan Bóg „zmienił zdanie” i oddalił od nas to, co się nam nie podoba. Bóg „nie złamie trzciny nadłamanej i nie zgasi knotka o nikłym płomyku”, a więc bardzo często ustępuje nam i zostawia nasze życie w spokoju, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Ale nie łudźmy się, droga do nieba nie jest prosta i równa. Ona jest raczej wspinaniem się po stopniach. Każda Boża interwencja, która chce nas pozbawić tego, do czego jesteśmy przyklejeni za bardzo jest zaproszeniem na kolejny stopień. Wchodzisz, jak bł. Antoni, czy wolisz tkwić na swoim stopniu ciesząc się, że Twoje życie idzie po wygodnej równinie?

Homilia ks. dra Bartłomieja Krzosa wygłoszona na zakończenie obchodów
150. Rocznicy urodzin bł. ks. Antoniego Rewery w parafii pw. św. Józefa w Sandomierzu

.