Liturgia Słowa

Multimedia

Kategorie

29 kwietnia – Dzień Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego

        

    Dzień Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego obchodzony jest przez Kościół katolicki w Polsce każdego roku 29 kwietnia. Ustanowiony on został w 2002 roku, żeby upamiętnić poniesioną z rąk okupantów niemieckich oraz sowieckich, w czasie II wojny światowej, śmierć bez mała trzech tysięcy polskich duchownych. Jedną z ofiar tego barbarzyństwa jest nasz Ojciec Założyciel – Bł. Ks. Antoni Rewera, który został aresztowany 16 marca 1942 r. przez gestapo w Sandomierzu, najpierw uwięziony na Zamku sandomierskim, następnie wywieziony do obozu w Oświęcimiu i ostatecznie umieszczony w Dachu i tam zamordowany, 1 października 1942 roku.

          

  Odkąd wstąpiłam do Zgromadzenia i poznałam wspaniałą postać Założyciela, który został zamęczony w obozie koncentracyjnym, zastanawiałam się, (bo przecież, jak mówi mój ulubiony poeta ks. Jerzy Szymik, „są miejsca na ziemi, których nie dotkniesz nawet marzeniem”), czy kiedyś dane mi będzie zobaczyć to straszne miejsce, gdzie ostatnie dni swego świątobliwego życia spędził nasz Ojciec Antoni. Dotąd byłam jedynie w trzech takich miejscach w Polsce: na Majdanku, gdzie za przyjęcie do domu rodziny żydowskiej, został zamordowany w 1942 roku, mój Dziadek ze strony Mamusi – Józef Grudzień. Potem byłam jeszcze w Sztutowie i w Sobiborze. Przerażające to miejsca, ale wraca się do nich i pamięta, by oddać cześć ofiarom, pomodlić się za nie i mieć wyobrażenie, jak straszną zbrodnią jest ludobójstwo.

            Obóz koncentracyjny KL Dachau jest dla Polaków i polskiego duchowieństwa „Golgotą Zachodu” (tak jak Katyń „Golgotą Wschodu)”. W Dachau było uwięzionych 1777 kapłanów diecezjalnych i zakonnych, z czego zamordowanych zostało 1030, a w gronie tym 868 Polaków. Dla nas – Córek św. Franciszka Serafickiego – jest on miejscem męczeńskiej śmierci Ojca Założyciela, a także Jego Krewnych: bł. ks. Władysława Miegonia i rodzonego brata – Kazimierza Rewery. Zgromadzenie nasze rozpoczynając w 2018 rok jubileuszowy z racji 150 rocznicy Urodzin Ojca Założyciela, postanowiło udać się w pielgrzymce właśnie do Dachau.

            Obóz koncentracyjny w Bawarii, w pobliżu miasteczka Dachau, został założony na rozkaz Hitlera dnia 22 marca 1933 roku. Był to pierwszy taki obóz i miał być wzorcowy dla wszystkich, których jak wiemy potem powstało tysiące i to nie tylko w granicach państwa niemieckiego, również na polskiej ziemi, z czego największy był w Oświęcimiu, gdzie przebywał ponad dwa miesiące także nasz Ojciec Założyciel.

            Obóz, mówiąc najkrócej to miejsce kaźni, piekło codzienności. Po przekroczeniu bramy obozowej, na której widniał napis: Arbeit macht frei” więzień stawał się numerem bez imienia i nazwiska (O. Antoni otrzymał w Dachau numer 30304), musiał ciężko pracować, pozbawiony był wszelkich praw, był bity i głodzony, nieludzko maltretowany, a jednym możliwym wyjściem stamtąd miał być komin krematorium… Ojciec Antoni przybył do Dachau z transportem więźniów z Oświęcimia, dnia 5 czerwca 1942 roku i przebywał tam aż do śmierci, czyli do dnia 1 października. Jeśli wolno użyć takiego porównania, to właśnie Jego dusza, przez komin krematorium, uleciała prosto do nieba – do Domu Ojca Niebieskiego. Tak to sobie w duchu wyobraziłam patrząc rok temu na błękitne niebo nad obozem, bo przecież zmarł w opinii świętości i to jako świadek Chrystusa, martyr, męczennik Chrystusowej sprawy. Kapłani w obozie byli szczególnie znienawidzeni przez oprawców, najgorzej traktowani, dlatego tylko, że byli katolickimi kapłanami.

            Obecnie mija już prawie rok od naszej zakonnej Pielgrzymki do miejsca męczeństwa Ojca Założyciela. Siostry przybyły do Monachium 28 kwietnia, w przeddzień uroczystości 73. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego Dachau, ale jako dzień pobytu w Dachau wybrały poniedziałek 30 kwietnia, by bez tłumów gości i wspólnych uroczystości, w ciszy, skupieniu, także w tych chwilach bez Pani przewodniczki, mieć czas na modlitwę i refleksję oraz swego rodzaju doświadczenie obozowej drogi męczeństwa Ojca Antoniego.

            Centrum zwiedzania oczywiście stanowiła Msza święta sprawowana w polskiej kaplicy tylko dla naszej grupy. To było i nadal jest wielkie przeżycie, że mogłyśmy uczestniczyć we Mszy św. sprawowanej w miejscu, w którym nie wolno było sprawować Mszy św. ani żadnych sakramentów, gdzie oficjalnie nawet nie wolno było więźniom modlić się i wzywać imienia Bożego. Ze wspomnień współwięźniów wiemy, że Ojcu Antoniemu w obozie bardzo brakowało kapłańskiej służby, Mszy świętej i brewiarza. Wymownym dla mnie znakiem na terenie obozu jest klasztor kontemplacyjny Sióstr Karmelitanek, które starają się nieustanną modlitwą, umartwionym życiem, nawet rytmem dnia wg regulaminu obozowego KL Dachau i głodową porcją jedzenia, wynagrodzić Bogu za bezmiar zła, które się tutaj w ciągu tych 12 lat dokonało.

            Teraz, gdy zbliża się 29 kwietnia i 74. rocznica wyzwolenia przez aliantów obozu w Dachu, wspominając naszą Pielgrzymkę sprzed roku, chcę jeszcze na koniec odwołać się do listów Ojca Antoniego z Dachau, których było (zachowało się) trzy: z 28 czerwca, z 16 sierpnia i z 30 sierpnia 1942 roku). Wcześniej były też dwie kartki z Oświęcimia: obie z maja 1942 r. Wszystkie listy (i kartki) pisane były do Marii Staśkiewiczowej w Sandomierzu (siostrzenicy Ojca Antoniego). Wszystkie też są w podobnym tonie, oczywiście wg wymogów obozowej korespondencji. Można bowiem było pisać tylko na jeden adres oraz tylko dobrze o sobie i o warunkach panujących w obozie. Niemniej z tych listów wynika wielka troska Ojca nie o siebie, ale o tych, których pozostawił w Sandomierzu i gdziekolwiek indziej. Dopytuje więc Ojciec Antoni w tych listach o Księdza Biskupa, o Seminarium, o kapłanów i Parafię św. Józefa, także o Siostry i Dom św. Franciszka. Stara się też „przemycić” w nich informacje o „znajomych z Sandomierza” – współwięźniach obozu w Dachau.

            Fragment listu z dnia 16.08.1942 r.: „Brat Florek jest przy mnie i trzyma się dobrze, tak samo Rosłaniec. Co się dzieje w Parafii? Te sprawy interesują mnie bardzo. Czy kościół jest dobrze obsłużony i czy praca nie jest dla Wincentego zbyt uciążliwa? Czy w Parafii jest zupełny spokój i kto zajmuje się Domem św. Franciszka? Czy odprawiają się tam jeszcze wspólne modlitwy wieczorne? Przypuszczam, że oprócz Was, także i duchowieństwo parafialne uczestniczyło w moim jubileuszu kapłańskim przez swoje modlitwy” (2 lipca 1942 roku, ks. Antoni „świętował” 50. lecie kapłaństwa).

             A oto fragment Listu z Dachau, z dnia 30.08.1942 r. „Parafią, jako powierzoną mi przez Boga rodziną, bardzo się interesuję i będę wdzięczny za każdą wiadomość. Władzia (ks. Władysława Miegonia, siostrzeńca) już od tygodnia nie widziałem. Brat Antoni Tworek (ks. Antoni Tworek) pracuje nadal. Mnie jako inwalidę zwolniono z pracy. Módlcie się za Waszego Wuja, a mojego Brata Kazimierza (rodzony brat O. Antoniego, organista, także został zamęczony w Dachu). Oby Bóg miał Was w swojej opiece i wszystkiego dobrego Wam udzielał. Udzielam Wam swojego jubileuszowego błogosławieństwa”.

            Jestem przekonana, że Bł. Ojciec Antoni Rewera, tak jak kiedyś w Dachau, tak teraz w Niebie pamięta o nas, „martwi się” i oręduje u Boga za nami, by w jego rodzinie zakonnej i we wszystkich rodzinach Parafii oraz całego Sandomierza, żywą była modlitwa, by kościół był dobrze obsłużony, a przede wszystkim zawsze zapełniony wiernymi.

s. Klara Radczak

.